sobota, 16 marca 2013

Sztruksowy żakiet

Niniejszy post jest z czerwca 2012 - coś mi się poprzestawiało w datach przy dodawaniu tagów :-(

A więc, jak już pisałam, po dwóch niepowodzeniach z wykrojami z burdy postanowiłam spróbować uszyć sobie żakiet - na wzór jednego z tych, które już miałam.Oryginał nie miał podszewki - dzięki czemu stosunkowo łatwo było rozpoznać wszystkie potrzebne części. Mankiety - zrobione własnoręcznie ze dwa lata temu (bez nich żakiet miał, jak widać, sporo za krótkie rękawy).



W pierwszym podejściu postanowiłam zacząć od przygotowania formy. Na forum (tutaj) znalazłam opis wszywania podszewki do kurtki. Pomyślałam, że skoro da się tak zrobić formę podszewki, to pewnie z całą kurtką/żakietem też powinno się udać. Użyłam chyba jednak złej folii - próbowałam ze zwykłą "kuchenną", która zaczęła mi się sklejać sama ze sobą - totalna klapa, kiedyś będę musiała spróbować z jakąś inną folią...
Ostatecznie tym razem zrobiłam "na oko" coś w stylu papierowej formy z dużyyyyymi zapasami. Na szczęście w przypadku sztruksu kierunek nitki łatwo rozpoznać po biegu prążków - inaczej chyba w ogóle nie dałabym rady. Po wycięciu poszczególnych części z materiału zaznaczyłam na nich (w oparciu o oryginał) szwy. Fastrygowałam kilka razy, zanim udało mi się wszystko porządnie dopasować.

Nie umiem zrobić porządnego zdjęcia :-( 
Próbowałam robić na płasko na podłodze - ale wyszło jeszcze gorzej, niż na wieszaku... Robienie zdjęć "na sobie" też mi coś nie idzie za bardzo:
 

W każdym bądź razie - tym razem po raz pierwszy jestem zadowolona z efektów mojego szycia.
Po ścięciu zapasów poprawiłam "wstępny" papierowy wykrój - może jeszcze z niego skorzystam. Za drugim razem powinno chyba pójść łatwiej - z mniejszą ilością prucia i poprawek ;)

Sztruksowa spódnica

Tym razem spódnica szyta "na oko".

Zaczęłam ją szyć kilka lat temu ze znalezionej w babcinej szafie "resztki" sztruksu - zatem można chyba zakwalifikować ją do akcji "uwalniania tkanin" :-)
Pomysł zgapiłam z podobnej spódnicy siostry (ze skosu, z doszytym z przodu paskiem z klamrą).
Skroiłam, sfastrygowałam... i tu pojawił się problem. Nie miałam odpowiedniej klamry. Rozpoczęły się poszukiwania w pasmanteriach - ale jakoś nie mogłam znaleźć nic odpowiedniego. Przez pierwsze kilka miesięcy szukałam z miarę aktywnie, potem zaczęłam kombinować jak taką klamrę zrobić samemu... I ostatecznie niedoszła spódnica trafiła na dno szafy.
Za to ostatnio byliśmy na giełdzie staroci w Świdnicy. Patrzę, a ty całe pudło klamer od pasków... Nie było to może do końca to, o co mi chodziło, ale pomyślałam, że a nuż się uda...
Gotowy pasek (jedyna "ozdóbka" spódnicy) wygląda tak:

Jest wszyty w szew boczny:

Początkowo klamra miała być zamocowana na stałe. Musiałam trochę zmienić pierwotną koncepcję - nie jestem pewna jak zniosłaby pranie:

Spódnica oczywiście zapinana na zamek. Wyszło nawet w miarę równo... Z braku stopki do wszywania zamków (w moim starym Łuczniku taka była, do Singera - nie mam) - użyłam stopki do robienia dziurek :-)

W pierwszej wersji spódnica u góry była tylko podwinięta... Okazało się, że jednak musi być odszycie. Jest trochę kombinowane - ze ścinków sztruksu i podszewki:
Podszewka kończy się jakieś 2cm poniżej zamka (akurat taki kawałek udało mi się wygrzebać z pudła). Pewnie gdyby była dłuższa, spódnica lepiej by się układała - ale nie wiem, czy będę ją przedłużać.


wtorek, 12 marca 2013

Dzianina - podejście pierwsze

Sukienka - po ponad 5 miesiącach - skończona... Ale nadal nie do końca jestem z niej zadowolona. Cóż robić - to moja pierwsza próba szycia dzianiny... Pewnie jeszcze kiedyś będę próbować, ale chyba nie za szybko.

Sukienka to model 112 z Burdy 05/2012. Jest super wygodna - w końcu to dzianina... Największy problem miałam z wykończeniem podkroju szyi - jakoś strasznie się rozciągnął z tyłu... Ostatecznie ścięłam go trochę, podkleiłam, od nowa przyszyłam odszycie - i tym razem już nie stębnowałam, tylko przyszyłam ręcznie.
Nie jestem pewna, czy rękawy nie wyszły za szerokie - ale nie byłam pewna czy po zwężeniu sukienkę dalej dobrze by się nosiło.
Generalnie model na zdjęciach - jak zwykle - podobał mi się zdecydowanie bardziej, niż na mnie. Wzięłam się za niego, bo chciałam wypróbować ścieg elastyczny w maszynie - i chyba nie był to najlepszy pomysł... Pewnie gdybym spróbowała ją pozszywać zwykłym zygzakiem, kosztowałaby zdecydowanie mniej nerwów i, co za tym idzie, zostało by mi więcej cierpliwości, żeby ją porządnie wykończyć.

Za to - na pocieszenie - udało mi się niedawno kupić na giełdzie w Świdnicy klamrę, więc będę mogła skończyć spódnicę, którą zaczęłam szyć kilka lat temu :-)

piątek, 4 stycznia 2013

Szydełkowe gwiazdki choinkowe

Sukienki nadal nie skończyłam. A że obiecałam sobie, że dopóki nie skończę szyć jednej rzeczy, nie będę zabierać się za następną - cóż... Postanowienie wynika z tego, że nie chcę mieć pół szafy nieuszytych do końca rzeczy... Ale nie wiem, czy nie zacznę go lekko naginać. Jakoś mi nie idzie - przy szyi przy odszyciu mi się toto rozciąga, dół się jakoś dziwnie układa... Już nie wiem co z tym zrobić :-(

Jako że postanowienie nie rozpoczynania kolejnych projektów dotyczy szycia - przed świętami wzięłam się za szydełkowanie. W tym roku na mojej choince oprócz bombek pojawiły się ręcznie wykonane koronkowe gwiazdki i aniołki :) Aniołki są takie, jak wyszły bezpośrednio "spod szydełka". Gwiazdki rozciągnęłam na mokro (przypięłam za rogi do deski do prasowania, odpięłam po wyschnięciu. Nie są usztywniane - bardziej podobają mi się takie :)

Aniołek jest zrobiony ze schematu znalezionego "gdzieś w internecie". Lekko zmodyfikowałam tylko dół sukienki i dodałam złote obramowania (tak, ta nitka jest złota - zdjęcia z komórki kiepsko oddają kolory):

Gwiazdkę próbowałam najpierw robić z kilku różnych znalezionych w sieci schematów - i coś nie wychodziło... Więc ostatecznie opracowałam swój - metodą "na oko". Gwiazdki wychodzą tak:
Białą część gwiazdki robi się dość szybko - najwięcej zabawy jest ze złotą obramówką. Biały kordonek jest miękki, łatwo się go przerabia. A ta złota nitka rozwarstwia się i plącze... Ale bez niej nie ma takiego efektu, więc trzeba się przemęczyć.

Na choince wyglądają tak:


Jeśli ktoś będzie potrzebował - rozrysuję schematy ;)
A w przyszłym roku - kto wie - może spróbuję zrobić dzwoneczki lub serię ozdób z czerwoną obramówką... :D

poniedziałek, 15 października 2012

Candy u longredthread

Ostatnio (właściwie to już prawie trzy tygodnie temu) zaczęłam szyć sukienkę z dzianiny. Pomyślałam, że czas wypróbować ścieg elastyczny w maszynie, którą ostatnio dostałam i... coś mi nie idzie :-( Nie wiem ani kiedy, ani czy w ogóle skończę.

Tymczasem na jednym z blogów które czytuję natknęłam się na Candy:
Wprawdzie nie bardzo liczę na wygraną, ale... spróbować zawsze można :D